Blog
Venimus, vidimus et Deus vicit
rewident
rewident niezależny snajper polityczny
0 obserwujących 318 notek 396483 odsłony
rewident, 14 kwietnia 2014 r.

Dlaczego Polacy nie wierzą w zamach w Smoleńsku

Cztery lata po Katastrofie Smoleńskiej w Polsce toczy się spór wokół jej przyczyn. Mainstream medialny zdecydowanie odrzuca jakiekolwiek hipotezy wskazujące na udział osób trzecich (czytaj: zamach), z kolei obóz opozycyjny skupiony wokół PiS otwarcie kwestionuje rządową wersję wydarzeń promowaną przez zespół Laska.

Jak pokazują sondaże Polacy nie wiedzą co tak naprawdę zdarzyło się w Smoleńsku. Odrzucają wersję zespołu Macierewicza, ale również mają poważne wątpliwości co do oficjalnej wersji przebiegu zdarzeń. Powszechne jest jednak przekonanie, że w Smoleńsku nie doszło, bądź (raczej) nie doszło do zamachu. Pojawia się tutaj szereg argumentów, które warto teraz przeanalizować.

Po pierwsze, słyszymy, że zamordowanie 100 osób jest wielką zbrodnią i Putinowi nie opłacałoby się narażać na potępienie światowej opinii publicznej. Tezę taką postawił miedzy innymi redaktor naczelny „Do Rzeczy” Paweł Lisicki w swoim szeroko komentowanym tekście na temat Katastrofy Smoleńskiej z grudnia zeszłego roku. Rzecz w tym, że ten sposób rozumowania sprawdza się w tak zwanym cywilizowanym Świecie. Rosja jest postrzegana zupełnie inaczej i oceniana według innych kryteriów. Zachód często akceptuje i współpracuje z reżimami, ktore dopuszczają się wszelkiego rodzaju przestępstw z zabójstwami włącznie. Dla zachodnich rządów istotna jest realizacja ich interesów ekonomicznych, a nie ochrona praw czlowieka w jakichś egzotycznych krajach.

Po drugie, zabijanie Lecha Kaczyńskiego nie miałoby sensu, bo i tak przegrałby wybory w Polsce. Taki argument opiera się na braku zrozumienia mentalności ludzi Wschodu. Likwidacja wroga ma na celu umocnienie władzy tyrana oraz zastraszenie ludzi, którzy mieliby ochotę naśladować oponenta. Co więcej, jest dużo bardziej prawdopodobne, że Putin zdecydowałby się na uderzenie w słabego polskiego prezydenta niż w jakiegoś silnego przywodcę. Ryzyko retorsji byłoby w takim wypadku po prostu dużo mniejsze. Pewnie takimi motywami kierowali się „nieznani sprawcy” mordując dziennikarkę Politkowską czy byłego oficera FSB Litwinienkę. Za każdym razem likwidowano osobę pozbawioną realnego wpływu na politykę Rosji, zabójstwo było nagłośnione medialnie, a sprawcy pozostali bezkarni.

Po trzecie, atak na samolot z polskim Prezydentem oznaczałby wypowiedzenie wojny Rosji przez NATO. Ten argument wygląda bardzo słabo w kontekście ostatniego zachowania Sojuszu Północnoatlantyckiego. Minister Spraw Zagraniczny Niemiec skarcił swojego polskiego odpowiednika, która sugerował przesunięcie sił NATO do Polski w celu wzmocnienia tak zwanej wschodniej flanki. Steinmeier powołał się tutaj na umowę z Rosją, w której Sojusz obiecuje Rosji, że nie rozmieści jednostek wojskowych w Polsce i Krajach Bałtyckich. Zwróćmy uwagę, że słyszymy te słowa dzisiaj, kiedy wiadomo, że Rosja złamała swoje gwarancje nienaruszalności integralności terytorialnej Ukrainy. Skoro po aneksji Krymu Niemcy wciąż chcą jednostronnie respektować niekorzystne dla Polski zobowiązania sprzed ponad dziesięciu lat, to jak wyglądałaby ich postawa w sytuacji realnego zagrożenia naszego kraju. Jest oczywiste, że politycy niemieccy i, szerzej, politycy Zachodu zrobią wszystko, aby nie rozpoczynać jakiegoś znaczącego konfliktu z Moskwą.

Skoro zatem istnieje szereg racjonalnych argumentów, które czynią zamach całkiem prawdopodobną przyczyną Katastrofy Smoleńskiej (w kontekście różnorakich opinii ekspertów z dziedziny nauk technicznych), to dlaczego społeczeństwo polskie tak masowo odrzuca tę hipotezę? Można to wyjaśnić kilkoma czynnikami, ale najważniejszym wydaje się konieczność przeformatowania swojego myślenia o otaczającym świecie, coś, czego ludzie boją się jak diabeł wody święconej. Zamach oznacza całkowite poniżenie Państwa i Narodu. Oznacza, że Putin przy pasywnej akceptacji Zachodu (dzisiejsze możliwości obserwacji terenu nie pozwalają ukryć takiego zdarzenia) dokonał publicznej egzekucji polskiej elity. Tak traktuje się kraje III Świata, a nie państwa aspirujące do roli pełnoprawnych członków wspólnoty europejskiej.

Ludzie po prostu chcą wierzyć w co innego. Polska jest krajem pełnym wad i patologii, jest źle rządzona, ale posiada jakiś, chociaż minimalny prestiż na arenie międzynarodowej. Jest też na dobrej ścieżce rozwoju, a Europa nie pozwoli jej zginąć. Taka opinie kołacze się w głowach współczesnych Polaków. Rzecz w tym, że fakty w brutalny sposób obnażają naiwność takiego sposóbu myślenia. Pytanie tylko kiedy ta smutna rzeczywistość zapuka na dobre do naszych drzwi.

 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

strasznie dociekliwy rewident@opoczta.pl free counters "Bo kto nie kochał kraju żadnego i nie żył chociaż przez chwilę jego ognia drżeniem, chociaż i w dniu potopu w tę miłość nie wierzył, to temu żadna ziemia nie będzie zbawieniem"

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Autor Jasne. Będziemy konkurować niskimi placami i w ten sposób przesuniemy się do...
  • @Autor A czy czasem wyrok sądu nie pogrąży kredytobiorcę, który będzie musiał oddać...
  • @Autor Sama prawda. W ogóle dobrze, że napisałeś o Morawieckim. To korporacyjny ściemniacz....

Tagi

Tematy w dziale